Zobacz zdjęciaWertuje zwoje pamięci mózgowej poszukując zdarzeń, sytuacji niebanalnych minionego rejsu. Natrafiam na ślad multimedialny: dźwięk + obraz. Bulkanio - chlpanie elektrycznej pompki wodnej zestawione z obrazkiem kranu n i e lejącego wody. Sytuacja frapuje inżyniera. W takich chwilach nadmienione zwoje generują możliwe diagnozy sytuacji: awaria pompki, dziura w układzie, zatkane rurki, kolanka, nieszczelności, słabe akumulatory, brak prądu, koniec z kataryną, wchodzenie na żaglach do portu, sztorm, brak świateł pozycyjnych... nie, nie, nie... jeszcze raz... pompka... pompka, woda, kapanie, zbiornik... aha ! mam! zbiornik - trzeba sprawdzić czy pod koją pierwszego metalowe pudło zawiera samo powietrze czy może jeszcze ciecz typu woda słodka. Rzeczywiście, podejrzenia słusznymi się okazują - nie zabraliśmy wody. Ot, śmiesznostka nr 1. Pomijając pewien brak, brak typu paszportowy...(paszportowego wątku nie rozwijam, ciekawskich odsyłam do Cfanego)
Morze jak makiem zasiał. Płyniemy, płyniemy nie naśladujemy, patrzymy i, czerwone światło znajdujemy.(autor ma na myśli kurs Gdynia - Kłajpeda noc druga) To z prawej strony stuka silnik Vito PL. My w ten czas bujaliśmy się 100 metrów ponad dnem, 20 mil od brzegu, szukając wiatrów dla naszych żagli - daliśmy się wyprzedzić. Strat nie odrobiliśmy do samej Kłajpedy dnia rychło następującego. Jeśli jednak o stratach mowa to nie nam dane było w nich przebierać - Mamiś (zwany Olesiem) utopił jedynie garść sztućców. Natomiast załoga Vito PL, jak się okazało, posiłki spożywało na chłodno (tzw. chłodniki litewskie), z (swoją drogą ogromnej) ubikacji korzystać zaprzestało a na woltomierz spoglądali jak na wyrocznię w Delfach. Gwoli wyjaśnienia chłodnik litewski zwany również "zupa mleczna", "płatki śniadaniowe" lub też z angielska "cereal" spożywany jako danie główne obiadowe nie zaskarbił sobie u załogi mienia "przysmak rejsowy". Tak, więc stratę kuchenki, systemu sanitarnego i prądowego nie nam było w Kłajpedzie reanimować. Było, nie było, troszku pomogliśmy w tejże sytuacji ziomkom z Vito PL. Ale o tym w następnym paragrafie.
Zakasując rękawy nie wiedziałem, z jakim wyzwaniem chwytam się za bary. Szczęśliwie pierwszy, czyli Mateusz G., umysł politechniczny przyszedł tu z pomocą. Razem czyli w 1,5 inżyniera (jeśli Mateuszu pozwolisz) chyciliśmy się roboty. Zadanie: udrożnić system ubikacyjno - kanalizacyjny jachtu Vito Pl. Ok., najpierw pompka. Po pierwszym rozkręceniu, wyciągamy tłok zakładamy uszczelkę. Dalej, na zasadzie podciśnienia, zatykając palcem wylot rurki nr 2, generujemy ciśnienie w rurce nr 1 we wlocie wody morskiej. Rozkręcamy rurkę nr 3 wylot fekaliów. Sprawdzamy uszczelki - wszystko gra. Idziemy dalej, napotykamy na zawór. Rozłączamy rurkę nr 3 (przypominam wylot fekaliów) z zaworem, efekt: fekalia wylatują (wypływają?) na gretingi (śmiech!). Diagnoza: zawór wylotu fekaliów zamknięty - fekalia zgromadziły się w rurce nr 3. Zawór uszkodzony - rączka odpadnieta. Rączkę dostrzegamy wśród fekalów (śmiech!). Koniec śmiechu. Wyciągamy rączkę. Ostatkiem sił, nadziei, przypuszczeń i możliwości wygięcia ręki odkręcam, odpadniętą rączką, zawór - niedowierzanie, radość - zawór popuścił. Zakładamy rurkę nr 3, sprawdzamy uszczelki. System niesprawny. Rozkręcamy pompkę - uszczelka tłoku na swoim miejscu - zakręcamy. Sprawdzamy rurkę nr 1 - udrażniamy. Jeszcze raz rozkręcamy pompkę, sprawdzamy resztę uszczelek. Powtarzając kroki 1 i 2 sprawdzamy pompkę - system zaczyna działać. Ponownie udrażniamy rurkę nr 3 - system naprawiony. Sukces - radość - śmiech.
Pozostałe formy spędzania wolnego czasu w Kłajpedzie przez załogę Vito PL pozostawiam w domyśle bujnej wyobraźni czytelników. Banda z Vikinga PL standardowo wchłonęła miejscowe przysmaki: lody, kwas chlebowy, polskie chipsy itp. Niestandardowo natomiast na ryneczku przy fontanience pierwszy stłukł ogromny szklany zasobnik dżemowy. Dalej, patrzeliśmy na koziołki delfinów, wygibasy fok przy rażącym łomocie ruskiego disco. Ot, wizyta w Kłajpedzie. Zakończyliśmy ją penetrując kanały UKF-ki oraz długie metry wschodniego nabrzeża w poszukiwaniu celników. Godzinę, twierdzę, ukrywali się przed nami - co kraj to obyczaj.
Na ląd ojczystej ziemi przywiały nas wiatry północne. Na krótko przed sztormem, który przeczekać nam było znowuż (jak w zeszłego lata) w porcie rybackim Władysławowo... to by było tyle na temat Władysławowa. Kończąc chronologicznie marszrutę rejsu należy wspomnieć o Jastarni, Gdańsku, Sopocie no i Gdyni. Te porty odwiedziliśmy podróżując przy miłych wiaterkach 2 - 4. Noce spędzaliśmy w marinach, więc charakter rejsu zmienił się na jeszcze bardziej plażowo - rekreacyjny - turystyczny.
I tak w kilku zdaniach relacjonuje z rejsu, załamując trochę ręce widząc rozwlekły paragraf na temat fekaliów. Zaokrąglając całą wypowiedź w ładne klamry kompozycyjne wystrzelę z Mamisiowego cytatu który bawił mnie przez cały rejs : "To przyrządzę posiłek.... Może chleb ?...". Dobrze, dołożę jeszcze kontekst do tej znakomitej wypowiedzi. Mam z Mamisiem psiaka, jest około godziny 0300 wieje 3 - 4 głód lekko zasysa żołądki. Przekazując mi ster Mamiś stwierdza: "Przyrządzę posiłek". Nie przygotuje, nie wyjmę, nie podgrzeję tylko: przyrządzę! Zwoje wysyłają mocny sygnał do żołądka: ciepły posiłek, gorąca czekolada, może grzanki z oregano. Przecież w takich sytuacjach nawet ciepłą chińszczyzną się nie gardzi! Mamiś znika w zejściówce. Po chwili wynurza się z foliowym workiem chleba i pyta: " Może chleb ?". Uważam to pytanie za zbyteczne, poniekąd jestem zaskoczony treścią. Lecz nim moje zdziwienie zdążyłem wymalować na twarzy, nim cokolwiek zdążyłem powiedzieć, Mamis wyskoczył na dek. Położył się gibko na gretingach obok mnie i jęczał: "uuuu ale mnie zmuliło... uuu". Tyle było z posiłku.
Koniec.
dh. Radosław Winkler





